Nie myśląc długo rzuciłam się biegiem w kierunku palącego się budynku. Słyszałam za sobą krzyki pani Lei, kilku innych opiekunów i paru dziewczyn. Wołali żebym wracała ale ja nie miałam takiego zamiaru dopóki nie znajdę Mackenzie. Wbiegłam frontowymi drzwiami i od razu zobaczyłam płomienie wychodzące z kuchni i lewej strony akademika. Dym był wszędzie. Nie dałam rady oddychać ale mimo to pobiegłam w prawą stronę budynku gdzie znajdował się pokój brunetki. Biegłam ile tylko miałam sił w nogach jednak dym utrudniał mi i widoczność i oddychanie. Wiedziałam tylko tyle że wbiegłam na drugie piętro. Na szczęście tam dym jeszcze nie dotarł więc zaczęłam wołać Mackenzie. Po chwili z jednych drzwi usłyszałam ciche wołanie o pomoc. Podbiegłam do drzwi i szarpałam za klamkę ale najwyraźniej się zacięła i to dlatego brunetka nie mogła wyjść jak był alarm. Krzyknęłam żeby odsunęła się od drzwi i kopnęłam w nie tak że wypadły z zawiasów. Dym już nawet tutaj dotarł więc było trudno. Dziewczyna wybiegła z pokoju a ja powiedziałam jej którędy ma uciekać. Ruszyła pędem w tamtym kierunku a ja już słyszałam straż pożarną zatrzymującą się pod budynkiem. Zobaczyłam przez okno, że Mackenzie wybiegła już do dziewczyn. Chciałam biec jednak zamiast tego upadłam. Czołgałam się aż do schodów po których udało mi się zbiec na parter. Widziałam tylko ogień. Był wszędzie. Nie miałam gdzie uciec. Dym dostał mi się do płuc. Nie mogłam oddychać. Jedyne co widziałam to pomarańczowo-czerwony płomień który był już stanowczo za blisko mnie. Upadłam na ziemię ze zmęczenia i z powodu dymu w płucach. Ostatnie co widziałam zanim zemdlałam to zarys osoby, która podbiegła do mnie.
*narracja*
Grupa osób z przerażeniem patrzyła jak Rebecca wbiega do budynku. Stali w osłupieniu i patrzyli na rosnące płomienie. Bali się o dziewczyny. Gdy usłyszeli wyważane drzwi domyślili się, że Rebecca znalazła Mackenzie. Kilka dziewczyn przytulało się do siebie. Po chwili koło Melanie i Olivii znaleźli się chłopcy z bractwa. Wśród nich nie było jedynie Niall'a i Liam'a. Ich chłopcy od razu je przytulili, a Louis przytulił Harry'ego. Zayn tylko stał i przyglądał się temu wszystkiemu. Z budynku wybiegła Mackenzie ale była sama co przeraziło Melanie, która podbiegła i zapytała.
-Gdzie ona jest?
-Nie wiem. Kazała mi wybiec. Wskazała drogę ale nie biegła za mną. Przepraszam. Ona nie miała jak się ruszyć. Dym był wszędzie ona kaszlała a ja jej nie pomogłam wyjść. Przepraszam. Rebecca przeze mnie zginie-zaczęła płakać.
Całej rozmowie przysłuchiwał się Malik i gdy tylko usłyszał imię Rebeccki puścił się pędem w stronę drzwi. Ominął wszystkich strażaków którzy nie mieli pojęcia, że tam jest dziewczyna. Biegł po pierwszym piętrze i usłyszał jak coś lub ktoś upada. Pobiegł w tamtą stronę i zobaczył Rebeccę. W ciągu chwili znalazł się obok niej i ją podnosił. Szedł z nia na rękach aż do placu przed budynkiem gdzie była również karetka. Położył dziewczynę na noszach i stanął obok. Dopiero teraz zobaczył, że jest cała blada i w paru miejscach ma poparzenia.
-Musimy ją zabrać do szpitala. W płucach ma zbyt dużo dymu i ma sporo poparzeń.
-Chcę jechać z nią.
-Jeśli nie jest pan nikim z rodziny to nie może pan-jak lekarz skończył mówić Zayn powiedział.
-Jestem jej chłopakiem.
-W takim razie zapraszam do karetki.
Zayn wsiadł i usiadł koło dziewczyny. Reszta powiedziała, że niedługo też przyjadą do szpitala. Droga strasznie się dłużyła. Nie mógł patrzeć jak dziewczyna jest zraniona więc oparł łokcie o kolana i zakrył rękoma twarz. Jak wysiadali lekarze z dziewczyną od razu popędzili do sali a Zayn za nimi. Chciał wejść i być przy niej jednak kazali mu zaczekać na korytarzu. Kilka minut później do szpitala dojechali ich przyjaciele. Siedzieli i czekali tak kilka godzin dopóki nie przyszedł lekarz. Zayn w ekspresowym tempie wstał i znalazł się obok faceta w kitlu.
-Co z nią?
-Jak mniemam jest pan jej chłopakiem a to sa przyjaciele.
-Nie o to pytałem! Co z nią do cholery-wrzasnął Zayn do lekarza.
-Jej stan jest ciężki ale stabilny. Zapadła w tymczasowa śpiączkę spowodowaną zemdleniem. Pozbyliśmy się dymu z płuc. Oparzeń też próbowaliśmy niestety po niektórych zostaną ślady. Jak przeżyje tą noc do końca to znaczy, że da radę a jak nie to sami wiecie.
Poszedł a Zayn osunął się po ścianie i usiadł na ziemi. Louis, Harry, Dick i Derek nie słyszeli tego bo byli w stołówce. Natomiast Melanie była przerażona. Z jej oczu kapały łzy bo to jest jej jedyna siostra. Podeszła do Zayn'a i kucnęła przed nim.
-Zayn...
-Co?!- chłopak podniósł głowę i spojrzał na nią.
-Czy ty czujesz coś do Rebel?
-Co?! Nie! Nie mogę! Jestem Zayn Malik. Ja nie mam uczuć! Zapomniałaś?!-łzy leciały z jego brązowych oczu.
-Zayn. Każdy ma uczucia. Niektórzy, tak jak ty, po prostu dobrze to ukrywają. Teraz odpowiedź na moje pytanie. Czy ty czujesz coś do Rebel?
-Nie wiem... Możemy o tym nie gadać. Nikomu masz tego nie mówić! Jasne?!
-Okej.
Usiadła na krzesełku obok Olivii.
*jakiś czas później* Rebecca's POV*
Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam tylko biel. Czy ja umarłam? Jestem w niebie? Nie to nie możliwe bo tu są jakieś pikające urządzenia. W takim razie gdzie ja jestem? Do sali wszedł jakiś facet.
-Dzień dobry Rebecco. Jestem doktor Halwin. Jak się czujesz?
-Dobrze. Gdzie ja jestem?
-W szpitalu.
-Dlaczego?
-Twój chłopak uratował cię z pożaru.
-Mój chłopak?
-Tak. Niestety na razie go tu nie ma bo wysłałem go do domu. Całą noc tu siedział ale są twoi przyjaciele. Zawołać ich?
-Tak.
Chwilę później do sali weszli Melanie, Olivia, Louis, Harry, Dick i Derek. Widać było, że są zmęczeni.
-Hej słonko jak się czujesz-zapytała Mimi.
-Bywało lepiej. Jak ja się tu znalazłam? Myślałam, że zginę w tych płomieniach.
-Ale nie zginęłaś i się ciesz.
-Lekarz mówił, że MÓJ CHŁOPAK mnie uratował. Kto to?! Chyba mogę wiedzieć dzięki komu żyje! Prawda?!
-Dobra. Tylko nie krzycz. To Zayn cię uratował.
-Okej super ale czemu lekarz mówił, że mój chłopak?
-Zayn podał się za twojego chłopaka bo inaczej nie mógł by z tobą jechać i niczego by się nie dowiedział.
-Ale...
-Żadne ale Rebel. Musisz odpocząć.
Wyszli a ja zostałam sama z moimi myślami.
Czemu on to zrobił? Myślałam, że mnie nie lubi.. Idiotko przecież zrobił żeby cie upokarzać! No ale gdybym zginęła to miałby spokój. No ale chyba powinnam być wdzięczna za to a nie myśleć czemu to zrobił. Jak go zobaczę to mu podziękuje.
Spojrzałam w okno. Musi być już późno bo jest cholernie ciemno. W całym pokoju jest wyłączone światło jedyne oświetlenie to blask księżyca padający przez okno. Moje rozmyślenia przerwały skrzypiące drzwi. Odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam kogoś kogo najmniej się tu spodziewałam... Zayn. Podszedł i usiadł na krześle obok łóżka. W księżycowym świetle wyglądał niesamowicie pociągająco. Nie patrzył na mnie tylko w okno.
-Dziękuje-spojrzał na mnie.
-Za co?
-Za uratowanie mi życia. Gdybyś tego nie zrobił teraz rozmawiałabym z aniołkami.
-Już z jednym rozmawiasz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz