Australijskie marzenia
sobota, 30 sierpnia 2014
Rozdział 3
-Chyba częściej będę tu przychodził rano jak mają być takie widoki-stwierdził z wyczuwalną chrypką w głosie przy czym większość dziewczyn albo by się zawstydziła albo miałaby mokro w gaciach. Ale ponieważ jestem syrenką nie czuje czegoś takiego jak wstyd ani nie mam mokro bo Zayn mnie nie interesuje.
-Co on tu robi?
-Musieliśmy coś obgadać...
-Ja tu nadal jestem królewno.
-Okej. Cieszę się twoim odkryciem Zayn-powiedziałam oschle co chyba się nie spodobało mulatowi bo podszedł do mnie i przycisnął do ściany napierając na mnie całym ciałem. Przysunął twarz do mojego ucha i wyszeptał przygryzając płatek mojego ucha.
-Nie mów do mnie takim tonem kotku. Jeszcze może tego nie wiesz ale niedługo będziesz krzyczała moje imię, będziesz jęczeć pod mną. Obiecuje ci to.
Odsunął się ode mnie z uśmiechem i powiedział Olivii, że musi już iść. Chwilę stałam na środku pokoju dopóki się nie ocknęłam. Podeszłam do łóżka i włożyłam na siebie przygotowany wcześniej komplet ubrań na dzisiaj. Wzięłam torbę i pożegnałam się z Olivią, która dzisiaj ma zajęcia przełożone z rana na po południe wtedy kiedy ja mam już wolne. Do budynku uniwerka doszłam jakieś 5 minut przed rozpoczęciem zajęć. Usiadłam w pierwszym rzędzie i wyjęłam z torby laptopa i czekałam na profesora i resztę studentów. W końcu się doczekałam studentów a chwilę po nich wszedł profesor. Byłam w wielkim szoku bo profesor był przystojnym, wysokim blondynem. Wszystkim dziewczynom od razu się spodobał mnie również.
-Nazywam się Riker Lynch. Będę waszym profesorem od muzyki przez najbliższe kilka lat. Jak chcecie mówcie do mnie po imieniu bo mam 20 lat więc jestem niewiele starszy od was. Teraz sprawdzę listę i przejdziemy do zajęć-byłam ostatnia na liście więc trochę czasu minęło zanim wyczytał moje imię-Rebecca Harris-wstałam i prawie od razu usiadłam a on patrzył na mnie z uśmiechem dość długo zanim ktoś z pierwszego rzędu nie chrząknął. Riker się zarumienił i zaczął temat. Po godzinie nadal nic nie rozumiałam tego co Riker tłumaczył. Zebrałam już swoje rzeczy kiedy Riker mnie zawołał.
-Tak?
-Po twojej minie na zajęciach stwierdzam, że nie rozumiałaś.
-Tak to wszystko jest dla mnie trudne. Mimo, że z muzyki jestem niezła.
-Może chciałabyś skorzystać z korepetycji?
-Naprawdę?
-Jasne to nie problem.
-Super dzięki Riker.
-To kiedy masz czas?
-Codziennie po godzinie 14 bo wtedy kończę ostatnie zajęcia.
-Okej to może przyjdę do ciebie dzisiaj około 16. Co ty na to?
-Jestem za. Tu jest mój akademik i numer pokoju-zapisałam mu na kartce potrzebne informacje.
-Do zobaczenia Rebecca.
-Do zobaczenia.
Wyszłam z sali i poszłam na kolejne zajęcia. Tym razem była to nauka gry na instrumencie. Najpierw mamy gitarę. Mogę stwierdzić z czystym sercem, że szło mi najlepiej ze wszystkich. Potem poszłam do pokoju i akurat Olivia szykowała się na swoje zajęcia. Chwilę po godzinie 15 wyszła a ja zaczęłam się szykować do korepetycji. Pokój był czysty więc o tyle lepiej. Poszłam do łazienki i poprawiłam makijaż. Jak wróciłam do pokoju na moim biurku położyłam książki od muzyki a obok postawiłam moje krzesło i Olivii. Moment później usłyszałam pukanie. Poszłam i otworzyłam drzwi w których stał Riker. Wpuściłam go do środka i oboje usiedliśmy przy biurku. Siedzieliśmy bardzo blisko bo blondyn zapomniał podręcznika.
Po paru godzinach nauki już jako tako łapałam o co chodziło. Od kilku minut siedzieliśmy na moim łóżku i rozmawialiśmy spokojnie bo Olivia napisała, że nie będzie jej co najmniej do północy bo jest u Dick'a. Także siedzieliśmy i rozmawialiśmy dosłownie na wszystkie tematy. Nawet o naszych przeżyciach miłosnych. Powiedział mi ile miał dziewczyn, ile razy się całował i ile razy uprawiał seks wzamian ja miałam mu powiedzieć to samo. Wyglądało to mniej więcej tak ---> on miał 10 dziewczyn a ja 5 chłopaków, całował się równo 13 razy a ja 20, był w łóżku z 15 dziewczynami a ja z 15 chłopakami. Gdy zjechaliśmy na temat całowania przybliżył się do mnie tak, że ja miałam nogi owinięte wokół jego pasa a on swoje miał wokół mojego. Byliśmy bardzo blisko. Chwilę byliśmy w ciszy jednak nie aż tak długo bo złączył nasze usta w namiętnym pocałunku który trwał kilka minut. Dopóki do pokoju nie wparowała Olivia z Melanie. Oderwałam się od niego i spojrzałam na nie przerażona.
-Dzień dobry panie Lynch.
-Cześć dziewczyny-wstał szybko z łóżka, wziął torbę i podszedł do drzwi-Do zobaczenia jutro Rebecca.
-Pa Riker-wyszedł szybko.
Zamknęłam za nim drzwi i usiadłam z powrotem na moim łóżku a dziewczyny patrzyły na mnie z otwartymi ustami. Spojrzałam na nie znowu.
-Co?
-Jak to co? To był pan Lynch! Najprzystojniejszy profesor na całym uniwersytecie-krzyczała Mimi z bananem na twarzy.
-No i co w związku z tym?
-Co?! Dziewczyny przed chwilą całowałaś się z największym przystojniakiem z nauczycieli! Wszystkie dziewczyny próbują zwrócić na siebie jego uwagę! Czy ty masz z nim romans? Jesteście razem?-również krzyczała z uśmiechem Olivia.
-Nie jestem z nim i nie mam z nim romansu. Tylko się pocałowaliśmy.
-A co on tu robił w ogóle?
-Dawał mi korki.
-Korki z całowania?!
-NIE! Z jego przedmiotu. Po kilku godzinach skończyliśmy i zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy...
-Na jakie?
-Hmmm... Na przykład powiedział mi ile miał dziewczyn, ile razy się całował i ile razy uprawiał seks a ja mu to samo.
-O kurwa!! Nie wierzę że gadałaś z nim o takich rzeczach-wrzasnęła uradowana Olivia-no to teraz powiedz nam ile miał dziewczyn, ile razy się całował i ile razy uprawiał seks. O tobie też. Teraz!
- On miał 10 dziewczyn a ja 5 chłopaków, całował się równo 13 razy a ja 20, był w łóżku z 15 dziewczynami a ja z 15 chłopakami.
-O kurwa nieźle.
-Dobra weź się Oli. Idę spać jestem padnięta.
Poszłam do łazienki się przebrać i wróciłam do pokoju aby się położyć. Wszystko zajęło mi około 20 minut więc to mój rekord. Zasnęłam w ekspresowym tempie przez wrażenia z dzisiaj.
Obudziłam się późno w nocy przez wycie syreny alarmowej. Zobaczyłam, że Oli szybko wstaje z łóżka więc zrobiłam to samo. Obie założyłyśmy buty i wybiegłyśmy z pokoju. Nagle poczułam smród spalenizny i dymu. Biegłyśmy w kierunku najbliższych drzwi przeciw pożarowych i wybiegłyśmy na plac przed budynkiem akademika. Były tam wszystkie dziewczyny zamieszkujące ten budynek i jedna z nich zadzwoniła po straż pożarną. Pani Lea kierowniczka budynku przeczytała listę osób i z przerażeniem stwierdziła, że nie ma wśród nas jednej dziewczyny-Mackenzie Floyd. Żadna z obecnych na placu nie widziała jej nigdzie. Postanowiłam uruchomić moje syrenie moce żeby przeczytać myśli Mackenzie i stwierdzić gdzie jest. Krótką chwilę później usłyszałam jej głos w mojej głowie. Była w pokoju, który zamieszkuje sama i to dlatego nikt jej nie widział.
czwartek, 21 sierpnia 2014
Rozdział 4
Nie myśląc długo rzuciłam się biegiem w kierunku palącego się budynku. Słyszałam za sobą krzyki pani Lei, kilku innych opiekunów i paru dziewczyn. Wołali żebym wracała ale ja nie miałam takiego zamiaru dopóki nie znajdę Mackenzie. Wbiegłam frontowymi drzwiami i od razu zobaczyłam płomienie wychodzące z kuchni i lewej strony akademika. Dym był wszędzie. Nie dałam rady oddychać ale mimo to pobiegłam w prawą stronę budynku gdzie znajdował się pokój brunetki. Biegłam ile tylko miałam sił w nogach jednak dym utrudniał mi i widoczność i oddychanie. Wiedziałam tylko tyle że wbiegłam na drugie piętro. Na szczęście tam dym jeszcze nie dotarł więc zaczęłam wołać Mackenzie. Po chwili z jednych drzwi usłyszałam ciche wołanie o pomoc. Podbiegłam do drzwi i szarpałam za klamkę ale najwyraźniej się zacięła i to dlatego brunetka nie mogła wyjść jak był alarm. Krzyknęłam żeby odsunęła się od drzwi i kopnęłam w nie tak że wypadły z zawiasów. Dym już nawet tutaj dotarł więc było trudno. Dziewczyna wybiegła z pokoju a ja powiedziałam jej którędy ma uciekać. Ruszyła pędem w tamtym kierunku a ja już słyszałam straż pożarną zatrzymującą się pod budynkiem. Zobaczyłam przez okno, że Mackenzie wybiegła już do dziewczyn. Chciałam biec jednak zamiast tego upadłam. Czołgałam się aż do schodów po których udało mi się zbiec na parter. Widziałam tylko ogień. Był wszędzie. Nie miałam gdzie uciec. Dym dostał mi się do płuc. Nie mogłam oddychać. Jedyne co widziałam to pomarańczowo-czerwony płomień który był już stanowczo za blisko mnie. Upadłam na ziemię ze zmęczenia i z powodu dymu w płucach. Ostatnie co widziałam zanim zemdlałam to zarys osoby, która podbiegła do mnie.
*narracja*
Grupa osób z przerażeniem patrzyła jak Rebecca wbiega do budynku. Stali w osłupieniu i patrzyli na rosnące płomienie. Bali się o dziewczyny. Gdy usłyszeli wyważane drzwi domyślili się, że Rebecca znalazła Mackenzie. Kilka dziewczyn przytulało się do siebie. Po chwili koło Melanie i Olivii znaleźli się chłopcy z bractwa. Wśród nich nie było jedynie Niall'a i Liam'a. Ich chłopcy od razu je przytulili, a Louis przytulił Harry'ego. Zayn tylko stał i przyglądał się temu wszystkiemu. Z budynku wybiegła Mackenzie ale była sama co przeraziło Melanie, która podbiegła i zapytała.
-Gdzie ona jest?
-Nie wiem. Kazała mi wybiec. Wskazała drogę ale nie biegła za mną. Przepraszam. Ona nie miała jak się ruszyć. Dym był wszędzie ona kaszlała a ja jej nie pomogłam wyjść. Przepraszam. Rebecca przeze mnie zginie-zaczęła płakać.
Całej rozmowie przysłuchiwał się Malik i gdy tylko usłyszał imię Rebeccki puścił się pędem w stronę drzwi. Ominął wszystkich strażaków którzy nie mieli pojęcia, że tam jest dziewczyna. Biegł po pierwszym piętrze i usłyszał jak coś lub ktoś upada. Pobiegł w tamtą stronę i zobaczył Rebeccę. W ciągu chwili znalazł się obok niej i ją podnosił. Szedł z nia na rękach aż do placu przed budynkiem gdzie była również karetka. Położył dziewczynę na noszach i stanął obok. Dopiero teraz zobaczył, że jest cała blada i w paru miejscach ma poparzenia.
-Musimy ją zabrać do szpitala. W płucach ma zbyt dużo dymu i ma sporo poparzeń.
-Chcę jechać z nią.
-Jeśli nie jest pan nikim z rodziny to nie może pan-jak lekarz skończył mówić Zayn powiedział.
-Jestem jej chłopakiem.
-W takim razie zapraszam do karetki.
Zayn wsiadł i usiadł koło dziewczyny. Reszta powiedziała, że niedługo też przyjadą do szpitala. Droga strasznie się dłużyła. Nie mógł patrzeć jak dziewczyna jest zraniona więc oparł łokcie o kolana i zakrył rękoma twarz. Jak wysiadali lekarze z dziewczyną od razu popędzili do sali a Zayn za nimi. Chciał wejść i być przy niej jednak kazali mu zaczekać na korytarzu. Kilka minut później do szpitala dojechali ich przyjaciele. Siedzieli i czekali tak kilka godzin dopóki nie przyszedł lekarz. Zayn w ekspresowym tempie wstał i znalazł się obok faceta w kitlu.
-Co z nią?
-Jak mniemam jest pan jej chłopakiem a to sa przyjaciele.
-Nie o to pytałem! Co z nią do cholery-wrzasnął Zayn do lekarza.
-Jej stan jest ciężki ale stabilny. Zapadła w tymczasowa śpiączkę spowodowaną zemdleniem. Pozbyliśmy się dymu z płuc. Oparzeń też próbowaliśmy niestety po niektórych zostaną ślady. Jak przeżyje tą noc do końca to znaczy, że da radę a jak nie to sami wiecie.
Poszedł a Zayn osunął się po ścianie i usiadł na ziemi. Louis, Harry, Dick i Derek nie słyszeli tego bo byli w stołówce. Natomiast Melanie była przerażona. Z jej oczu kapały łzy bo to jest jej jedyna siostra. Podeszła do Zayn'a i kucnęła przed nim.
-Zayn...
-Co?!- chłopak podniósł głowę i spojrzał na nią.
-Czy ty czujesz coś do Rebel?
-Co?! Nie! Nie mogę! Jestem Zayn Malik. Ja nie mam uczuć! Zapomniałaś?!-łzy leciały z jego brązowych oczu.
-Zayn. Każdy ma uczucia. Niektórzy, tak jak ty, po prostu dobrze to ukrywają. Teraz odpowiedź na moje pytanie. Czy ty czujesz coś do Rebel?
-Nie wiem... Możemy o tym nie gadać. Nikomu masz tego nie mówić! Jasne?!
-Okej.
Usiadła na krzesełku obok Olivii.
*jakiś czas później* Rebecca's POV*
Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam tylko biel. Czy ja umarłam? Jestem w niebie? Nie to nie możliwe bo tu są jakieś pikające urządzenia. W takim razie gdzie ja jestem? Do sali wszedł jakiś facet.
-Dzień dobry Rebecco. Jestem doktor Halwin. Jak się czujesz?
-Dobrze. Gdzie ja jestem?
-W szpitalu.
-Dlaczego?
-Twój chłopak uratował cię z pożaru.
-Mój chłopak?
-Tak. Niestety na razie go tu nie ma bo wysłałem go do domu. Całą noc tu siedział ale są twoi przyjaciele. Zawołać ich?
-Tak.
Chwilę później do sali weszli Melanie, Olivia, Louis, Harry, Dick i Derek. Widać było, że są zmęczeni.
-Hej słonko jak się czujesz-zapytała Mimi.
-Bywało lepiej. Jak ja się tu znalazłam? Myślałam, że zginę w tych płomieniach.
-Ale nie zginęłaś i się ciesz.
-Lekarz mówił, że MÓJ CHŁOPAK mnie uratował. Kto to?! Chyba mogę wiedzieć dzięki komu żyje! Prawda?!
-Dobra. Tylko nie krzycz. To Zayn cię uratował.
-Okej super ale czemu lekarz mówił, że mój chłopak?
-Zayn podał się za twojego chłopaka bo inaczej nie mógł by z tobą jechać i niczego by się nie dowiedział.
-Ale...
-Żadne ale Rebel. Musisz odpocząć.
Wyszli a ja zostałam sama z moimi myślami.
Czemu on to zrobił? Myślałam, że mnie nie lubi.. Idiotko przecież zrobił żeby cie upokarzać! No ale gdybym zginęła to miałby spokój. No ale chyba powinnam być wdzięczna za to a nie myśleć czemu to zrobił. Jak go zobaczę to mu podziękuje.
Spojrzałam w okno. Musi być już późno bo jest cholernie ciemno. W całym pokoju jest wyłączone światło jedyne oświetlenie to blask księżyca padający przez okno. Moje rozmyślenia przerwały skrzypiące drzwi. Odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam kogoś kogo najmniej się tu spodziewałam... Zayn. Podszedł i usiadł na krześle obok łóżka. W księżycowym świetle wyglądał niesamowicie pociągająco. Nie patrzył na mnie tylko w okno.
-Dziękuje-spojrzał na mnie.
-Za co?
-Za uratowanie mi życia. Gdybyś tego nie zrobił teraz rozmawiałabym z aniołkami.
-Już z jednym rozmawiasz...
środa, 13 sierpnia 2014
Rozdział 2
-Nie mogę uwierzyć, że moja mała córeczka idzie już na studia. To ja powinnam pokazywać ci świat. Tymczasem lecisz sama na drugi koniec świata. Jestem z ciebie taka dumna skarbie.
-Staram się jak mogę mamo.
-Jesteś gotowa? Możemy jechać?
-Tak możemy.
Poszłam do samochodu i po chwili już jechałyśmy na lotnisko. Pożegnałam się z mamą i usiadłam na miejscu w samolocie w którym spędzę następne kilka godzin.
*lotnisko w Chicago*
Wysiadłam z samolotu i od razu poszłam po bagaż. Miałam ze sobą dwie walizki a reszta miała przylecieć za jakiś czas. Powędrowałam z walizkami do postoju taksówek i wzięłam jedną z pierwszych bliżej wyjścia z lotniska. Podałam adres kierowcy i po około 30 minutach wchodziłam do akademika.
Hol był nieduży ale bardzo ładny. Utrzymany w jasnych kolorach plus ciemne meble. Podeszłam do lady i zobaczyłam niską siwą panią.
-Dzień dobry.
-Witam w czym mogę pomóc?
-Mam na imię Rebecca Harris i miałam tu mieszkać.
-Już sprawdzam-zajrzała do zeszytu i pokiwała głową-Dobrze. Pokój numer 69. Mieszkasz z panną Simmons. Tu masz klucz.
-Dziękuje-wzięłam klucz i poszłam do windy.
Wjechałam na piętro i od razu jak wyszłam z niej zobaczyłam na końcu korytarza mój pokój. Otworzyłam drzwi i władowałam się do środka. Jak weszłam nigdzie nie było Olivii ale wiem że tu mieszka bo są jej rzeczy. Pokój był dość spory ale to nawet spoko. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pokój był w barwach szkoły a meble były czarne ze złotymi elementami. Mieściły się w nim dwa łóżka, dwa biurka, dwie szafy i było dużo wolnego miejsca nie licząc przejścia do drzwi. Była też łazienka. Nie wiedziałam co mam robić bo jest wcześnie a zajęcia zaczynam jutro. Rozpakowałam walizkę i podeszłam do mojego pustego biurka bo zauważyłam małą kartkę. Była zaadresowana do mnie.
"Kochana Rebel
Jesteśmy w pokoju Melanie czyli 134 jak się już rozpakujesz to przyjdź do nas. Chcemy cię wziąć w jedno miejsce i zapoznać cię z naszymi znajomymi.
Melanie i Olivia"
Wzięłam telefon i tą kartkę do kieszeni spodni po czym wyszłam na korytarz. Wjechałam piętro wyżej i po 5 minutach znalazłam pokój 134.
Zapukałam i drzwi otworzyła mi moja kuzynka. Była jeszcze ładniejsza niż jak ją widziałam ostatnio.
-Rebecca! Jesteś w końcu! Myślałyśmy, że jednak zrezygnowałaś ze studiów czy coś. Chodź, chcę żebyś poznała Olivię tak na żywo-weszłam za nią do pokoju-Oli to jest Rebecca. Rebecca to Olivia.
-My się już przecież znamy.
-No niby tak ale przez skype'a a chciałam was zapoznać tak na żywo-uśmiechnęła się Melanie.
-No niby tak-Olivia wstała z łóżka i podeszła do mnie-Miło mi cię poznać Rebecco.
-Mi również Olivio.
-Ok to teraz możemy iść do chłopaków.
-TAAAAK! W końcu zobaczę mojego Dick'a.
-Dick to jej narzeczony. Nie widzieli się całe wakacje bo Dick wyjechał w taką mini trasę koncertową naszych znajomych bo jest ich managerem.
-A okej. To powiedz mi kogo dzisiaj poznam.
-Okej. Będzie cały zespół Pill czyli Louis Tomlinson, Niall Horan, Liam Payne, Zayn Malik i Harry Styles, Dick Clark narzeczony Olivii i manager chłopaków, będzie też jego brat bliźniak i mój chłopak Derek on się z nimi po prostu przyjaźni więc też jechał z nimi w trasę.
-Okej łapie.
-A i jeszcze jedno. Jeśli chodzi o to z kim możesz "chodzić". Louis ma chłopaka Harry'ego, Niall ma dziewczynę Barbarę, Liam ma dziewczynę Sophię, Harry jak już mówiłam jest z Louis'em, Dick z Olivią a Derek ze mną. Jako jedyny wolny zostaje Zayn ale on jest takim typem chłopaka który codziennie sypia z inną dziewczyną. Kiedyś byłam jedną z nich a teraz jestem z Derek'iem. Jedyna zasada jaką wyznaje Zayn to przelecieć, zostawić i znaleźć inną. Więc na niego uważaj. Jak już chcesz znaleźć chłopaka to szukaj na uniwerku.
-Okej dzięki za rady. To idziemy?
Wyszłyśmy z pokoju a następnie z budynku i ruszyłyśmy droga gdzie były umiejscowione same bractwa. Trochę bałam się tego spotkania. To tylko i wyłącznie z tego powodu że jestem syrenką. No bo co jeśli któryś na mnie spojrzy? Na szczęście każdy z chłopaków ma drugą połowę oprócz tego całego Zayn'a. Tylko z tego co mówiła Mimi wnioskuje że nawet nie spojrzy na taką dziwaczkę jak ja więc w sumie to dobrze.
-Rebacca-szepnęła Melanie-nie masz się czego bać. Czytałam trochę o tej twojej "szczególnej" zdolności i jest tak, że jak chłopak kogoś kocha to twój urok na niego nie zadziała. Biorąc pod uwagę że tu każdy dosłownie każdy chłopak jest zakochany w sobie to nie masz się czego obawiać-uśmiechnęła się do mnie-jest też tak, że możesz to kontrolować. Jeśli naprawdę bardzo mocno nie będziesz tego chciała to to cię nie stanie.
-Dzięki Melanie.
-Oh zapomniałam swój prezent urodzinowy dostaniesz dopiero jak będziemy u chłopaków.
Właśnie podeszłyśmy pod jeden z wielu domów bractw. Oli podeszła do drzwi i zapukała. Chwilę później drzwi otworzył wysoki chłopak. Olivia od razu się na niego rzuciła i pocałowała. Wnioskuje, że to jej narzeczony. Z uśmiechem weszłam do środka zaraz za Melanie, Olivią i Dick'iem. Weszłam do salonu gdzie na kanapach siedziało dziewięć osób. Poszłam za Melanie i stanęłam obok niej przed kanapami. Gdy tylko zobaczyła Derek'a pocałowała go. Chwilę potem łaskawie sobie o mnie przypomniała.
-Aha no tak zapomniałam. To jest moja kuzynka Rebecca. To są po kolei Louis, Harry, Niall, Barbara, Liam, Sophia, Derek i Zayn. A ten co otworzył nam drzwi to Dick.
-Miło mi was w końcu poznać.
-Nam również Rebecco. Mi możesz mówić Tommo, na Harry'ego Curly, na Niall'a Naughty, na Derek'a Dede, na Dick'a Di a na Zayn'a DJ Malik.
-DJ Malik?-zapytałam zaskoczona.
-Taak bo na każdej imprezie to on jest DJ'em i muza jaką gra jest obłędna.
-Aha okej.
-Czas na prezent!-krzyknęły Melanie i Olivia.
-Dziewczyny mówiłam, że nie...-przerwała mi Olivia.
-Oj cicho po prostu usiądź.
Jedyne miejsce było obok Zayn'a który jeszcze na mnie ani razu nie spojrzał więc się cieszę. Melanie wyszła na chwilę i wróciła z pudełkiem w ręku. Podała mi je i usiadła na kolanach swojego chłopaka. Wszystkie oczy skierowane były na moją osobę. Wszystkie oprócz Zayn'a który patrzył cały czas na swój telefon. Otworzyła pudełko i zobaczyłam piękna sukienkę i cudne wysokie szpilki. Na dnie leżała jeszcze koperta. Wzięłam ją do ręki i otworzyłam. Bałam się tego co zobaczę ale po chwili wyjęłam z niej bilet na koncert Little Mix i kolejny na koncert Justin'a Bieber'a. Spojrzałam na kuzynkę którą miała wielki uśmiech na ustach.
-Wiem jak bardzo ich uwielbiasz więc idziemy wszyscy na koncerty Little Mix i Bieber'a.
-Nie wierzę jak ci się to udało? Przecież bilety są strasznie drogie.
-Mam znajomości. Sto lat kochana.
-Dziękuje-wstałam i uściskałam kuzynkę.
Czułam na sobie czyjś wzrok. Oderwałam się od Melanie i spojrzałam w tamtą stronę.
Zayn? Okej Rebecca. Dasz radę. Zayn nie wpadnie w urok. Nie wpadnie w urok i teraz pójdzie do kuchni.
Jak pomyślałam tak się stało Zayn oderwał ode mnie wzrok i jak wstawał i kierował się do kuchni odezwałam się.
-Ja już pójdę. Jutro mam pierwsze zajęcia w dodatku rano więc wolałabym się wyspać. Jeszcze raz dzięki za prezent i dobranoc.
-Dasz radę sama wrócić do akademika-zapytała Mimi.
-Tak. Mam fotograficzną pamięć.
Wyszłam szybko z domu i poszłam do akademika.
*Melanie's POV*
Rebecca wyszła trzaskając drzwiami. Moment później do salonu wszedł Zayn.
-Po co poszedłeś do kuchni-zapytał Liam.
-Sam nie wiem. Czułem, że muszę tam iść. Nawet nie wiem po co-powiedział o dziwo spokojnie a nie tak jak zawsze chamsko i oschle.
O kurwa!! Rebecca! Co ona zrobiła? Idiotko może Zayn na nią patrzył a ona nie chciała żeby wpadł w urok. Jaka ja głupia! Nie sądziłam, że Zayn'a zainteresuje Rebel. No ale w sumie czemu tak myślałam? Przecież ona jest śliczna a Zayn na takie leci.
-Zayn?
-Co?-zapytał już chamsko " Oo wrócił stary Zayn"
-Czyli nie wiesz po co tam poszedłeś?
-No chyba mówię, że nie! Ej! A gdzie Rebecca?
-Poszła jak byłeś w kuchni.
-Spoko.
*Rebecca's POV*
Jak wróciłam do pokoju od razu rzuciłam się na łóżko. Za cholerę nie miałam już na nic sił. Wzięłam piżamę do ręki i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod ciepły strumień wody pod prysznicem. Wymyłam ciało kakaowym żelem a włosy umyłam szamponem o takim samym zapachu. Wyszłam spod prysznica i wytarłam mokre ciało i włosy po czym założyłam piżamę. Wróciłam do pokoju i od razu weszłam pod ciepłą kołderkę. Było przed północą a ja już byłam cholernie zmęczona. Jednak nie wiem czemu nie dałam rady zasnąć. Z nudów usiłowałam czytać w myślach ludziom, którzy są w pobliżu. Niektóre były naprawdę zabawne ale niektóre były mega zboczone. Kurwa co ci ludzi mają w głowach! Usłyszałam, że Olivia otwiera drzwi do pokoju ale wyczułam to, że nie jest sama... Szybko się położyłam i udawałam, że śpię. Gdy blondynka weszła do pokoju usiadła na łóżku a jej towarzysz chwilę po niej. Nadal nie miałam zielonego pojęcia kto to ale zaczekam aż któreś z nich coś powie.
-Słodko wygląda jak śpi-usłyszałam Olivię.
-Tsa... może być-ten głos brzmiał jak... Zayn'a-chyba nie po to miałem cię odprowadzić, prawda?
-Tak. Bo jest sprawa.
-Streszczaj się.
-Mój tata chyba chcę się oświadczyć twojej mamie-wyszeptała.
-CO KURWA!?
-Zamknij twarz jełopie Rebecca śpi. Też nie jestem z tego zadowolona. Może jesteśmy przyjaciółmi ale twoją siostrą to ja nie chcę być.
-Myślisz, że mi się uśmiecha być spokrewnionym z tobą?
-Niestety jeśli już się zaręczą to musimy to uszanować. Kocham mojego tatę i chcę dla niego jak najlepiej. On zasługuje na szczęście. Myślę, że twojej mamie też się to należy.
-Tsa może i masz rację.
-Dobra ja idę się umyć. Zostajesz tu czy idziesz już?
-Zostanę na chwilę. Muszę to przemyśleć i zaraz pójdę.
-Jak chcesz.
Usłyszałam jak Olivia zamyka drzwi do łazienki i chwilę potem puszcza wodę pod prysznicem. Czułam na sobie wzrok Zayn'a ale nie mogłam nic zrobić bo on nadal myślał, że śpię. Wkradłam mu się do myśli żeby przynajmniej wiedzieć cokolwiek.
Oli ma rację. Wygląda słodko jak śpi. Mógłbym tak patrzeć cały czas. CO?! Czemu ja o niej myślę? Kurwa! Co jest ze mną nie tak? No niby jest ładna, szczupła i seksowna ale pewnie ma chłopaka. Zresztą co mnie to obchodzi.-usłyszałam w głowie coś jakby głos Zayn'a.
Słyszałam jak wstaje z łóżka mojej współlokatorki i wychodzi. Trzasnął drzwiami, nawet nie wiem czemu ale dobra to jego sprawa nie moja, tak?
piątek, 1 sierpnia 2014
Rozdział 1
-Idę na plażę. Podobno dzisiaj mają być super fale i nie mogę nie skorzystać.
-Dobrze kochanie tylko uważaj na siebie. I pamiętaj, że dzisiaj ciocia Ruby do nas przyjeżdża. Nie zniosę mieszkania bez ciebie słonko.
Ciocia Ruby to mama Melanie a moja mama nie lubi swojej siostry ale poświęciła się dla mnie i poprosiła ją o pomoc w opiece nad Lilianną ponieważ ja wyjeżdżam a ona pracuje. Pocałowałam mamę w policzek a Lily w czoło i wyszłam biorąc po drodze ulubioną deskę. Uwielbiam pływać, w wodzie czuję jak ryba. Którą prawie jestem. Nie wspominałam? Ach no tak no bo ja jestem syreną. Teraz pytanie to dlaczego jak jestem mokra to nie mam ogona? To dlatego, że zmieniam się tylko czasami. Wtedy kiedy tego chcę. Czasami jednak ucieka mi to spod kontroli i jak surfuje zmieniam się w syrenę. Jak ktoś mnie zobaczy to oczywiście wymazuję mu pamięć no bo inaczej to już by ktoś komuś powiedział i by na mnie testowali czy coś. Ponieważ jestem syreną posiadam te różne "syrenie moce". Jak już wspominałam mogę wymazać komuś pamięć, pływam jak torpeda, czytam w myślach, mogę "kierować" wodą, zmieniać wodę i inne ciecze w lód i oczywiście mam "urok". To znaczy polega on na tym, że jak chłopak patrzy na mnie dłużej niż kilka minut to ulega temu urokowi i nie ważne czy jestem nie ogarnięta, w sukience czy w porwanych dresach zawsze mu się podobam. Taki urok trwa jeden dzień chyba, że następnego dnia znowu na mnie spojrzy. Na szczęście to się nie zdarza bo umiem blokować to tak żeby nikt się nie zauroczył. Czytanie w myślach jest w sumie spoko bo przydaje się na testach i mogę się dowiedzieć co ludzie o mnie myślą. Zaraz o czym ja mówiłam zanim zaczęłam o syreniej stronie mnie? Ach no tak. Pływanie to dla mnie coś jak chodzenie dla innych. Bez tego nie wyobrażam sobie dnia. Tak samo z surfowaniem. Dwie najlepsze rzeczy pod słońcem. No i oczywiście muzyka. To już w sumie trzy. Zobaczyłam, że fala jest coraz bliżej więc podpłynęłam i wtedy zaczęła się zabawa. Wykonywałam różne triki. Niektóre łatwe a inne już trudniejsze. Gdy skończyłam byłam zmęczona ale jednak zadowolona. Postawiłam deskę na werandzie i weszłam do domu. Była już godzina 15 więc mama stała w kuchni i robiła obiad. No tak ma przecież jeden dzień wolnego. Zawsze to ja muszę rano karmić Lily i robić obiady. To nowość. Usiadłam przy wysepce i patrzyłam jak mama robi spaghetti. Gdy już było gotowe zjadłam jedną porcję i poszłam po Liliannę. Posadziłam ją w foteliku i nakarmiłam ją spaghetti. W ogóle się nie wierciła. Zebrałam talerze i włożyłam je do zmywarki. Zaniosłam Lily do pokoju i wróciłam do salonu. Oglądałam jakąś komedię i byłam w połowie gdy zadzwonił dzwonek. Wstałam i otworzyłam drzwi w których stała ciocia Ruby.
-Cześć kochanie-objęła mnie.
-Cześć ciociu. Jak minęła podróż?-ciocia mieszka w Polsce.
Ja w połowie jestem polką bo mama nią jest a tata był australijczykiem. Jednak bo jego śmierci zostałyśmy tutaj. Po polsku mówię świetnie tylko nadal z australijskim akcentem.
-Świetnie i nawet szybko minęła.
-Oj przepraszam zapomniała wejdź do środka.
-Mam coś dla ciebie kochanie. Z okazji osiemnastych urodzin-podała mi małe pudełko.
-Nie trzeba było-powiedziałam otwierając opakowanie.
W środku był śliczny złoty pierścionek z małymi kryształkami. Przytuliłam ciocie i podziękowałam. Nałożyłam pierścionek i zaprowadziłam ciocię do jej pokoju. Zostawiłam ją żeby się rozpakowała, wzięłam z salonu naszyjnik i wróciłam do pokoju. Medalion nałożyłam na szyję i włączyłam skype'a. Była dostępna Melanie i po chwili odebrałam od niej połączenie. Zobaczyłam na ekranie moją kuzynkę i jakąś blondynkę.
-Hej jubilatko. Wszystkiego najlepszego.
-Sto lat Rebecca-powiedziała blondynka.
-Dziękuje dziewczyny.
-Prezent dostaniesz jak przyjedziesz do akademika. Teraz poznaj moją koleżankę Olivię. Oli to jest właśnie moja jedyna kuzynka Rebecca.
-Miło mi cię poznać. Szkoda, że przez skype'a ale to zawsze coś.
-Mi tez miło w końcu bo Melanie tyle o tobie gadała, że chciałam cię w końcu poznać.
-O jak miło-zaśmiałam się.
-Rebel?
-Co?
-Pytałam się już z kim będziesz miała pokój.
-No to z kim?
-Z Olivią-uśmiechnęła się.
-A wy nie macie razem pokoju?
-Nie ja mam z taką Kimmy a Olivia z tobą.
-To super.
-Prawda? Na pewno świetnie się dogadamy.
-Och zapomniałabym Melanie twoja mama tu jest.
-U ciebie? Co ona tam robi?
-Moja mama poprosiła ją o pomóc w opiece nad Lily bo wiesz ona pracuje a ją wyjeżdżam.
-A no chyba, że tak. A kiedy przyjeżdżasz do nas?
-Jutro mam samolot więc pewnie pojutrze będę.
-To fajnie już nie mogę się doczekać.
-Która jest u was godzina i dzień?
-Pierwsza 30 sierpnia a u ciebie?
-Szesnasta 29 sierpnia. Kurde ja się nie przestawię jak będę w Chicago.
-Czemu złożyłaś mi życzenia przecież u was już nie mam urodzin.
-Bo u ciebie jest dzień twoich urodzin. Dobra lecimy spać. Dobranoc kotek.
-Dobranoc.
Odłożyłam laptopa i przebrałam się w strój do ćwiczeń. Nie miałam ochoty iść na siłownie więc wyszłam na dwór i biegałam spokojnym tempem przez dwie godziny. Co 30 minut wykonywałam podstawowe ćwiczenia. Gdy wróciłam do domu, poszłam od razu do łazienki i wzięłam zimny prysznic. Wytarłam ciało miękkim różowym ręcznikiem i nałożyłam na siebie ciuchy. Była już godzina osiemnasta więc poszłam na dół na przygotowaną przez moją mamę kolację urodzinowo-pożegnalną. Przy niedużym stole siedziałam ja, mama, Lilianna i ciocia Ruby. Był niebieski tort w kształcie serca a na nim było napisane czarnym lukrem: Wszystkiego co najlepsze w dorosłym życiu kochanie. Poza nim były jeszcze moje ulubione potrawy i kolorowe napoje. Siedziałyśmy tak do dwudziestej pierwszej.
środa, 30 lipca 2014
Prolog
Co do mojej rodziny, nie jest wielka. Mam młodszą siostrę Lilianne, która nie dawno skończyła trzy lata. Moja mama jest cenioną prawniczką. Świetnie radzi sobie w swoim fachu. Pracuje nie tylko w Australii ale też często wyjeżdża bronić ludzi w innych krajach. Jej praca jest naszym jedynym źródłem dochodu, gdyż mój tata… no cóż. Nie żyje. Więc utrzymujemy się z dość wysokiej pasji mamy. Oczywiście nie śmiem nawet narzekać, bo mamy wszystko czego potrzebujemy… no może poza jej czasem.
Jeśli jest w domu to z reguły bardzo krótko duszą wciąż będąc na swoich częstych wyjazdach. Telefon rzadko opuszcza jej dłonie, a podniesiony i autorytarny głos odbija się po ścianach naszego domu. Cóż… Ja i Lil nie mamy jej tego za złe, bo taka jest jej praca. Nie pozostaje nic innego jak akceptacja i zrozumienie.
Ugh, może zmieńmy temat.
Zawsze interesowała mnie muzyka. Chodziłam na różne kursy i lekcje dodatkowe. Uczęszczałam do szkoły muzycznej, śpiewałam i pisałam piosenki kiedy się dało, a poza tym, umiem grać na kilku instrumentach. To od zawsze było moją pasją i sposobem na życie, więc dlatego złożyłam podanie o przyjęcie i przydzielenie mi pełnego stypendium na uniwerku w Chicago.
Tak wiem, odważne, ale wiecie co?
Udało się w cholernych stu procentach! Dostałam się do prestiżowej szkoły w Chicago. Oczywiście musiałam im jeszcze zaprezentować moje szerokie umiejętności, które jedna z egzaminatorek nazwała ‘talentem muzycznym’. Zaprezentowałam moją ostatnia piosenkę "Come and get it". Cóż, po kilku zaskoczonych spojrzeniach dodali tylko, że jestem dobra więc lecę do USA na
studia. Oh! Gdy się tam znajdę, moje marzenia staną się prawdą.
Mam tylko nadzieję, że mój ‘talent muzyczny’ szybko zostanie odkryty. Ah! I zobaczę się z Melanie! Moją kuzynką, która razem ze mną zacznie studia w nowej szkole. Szalone, co nie?
------
Poprzedni prolog był nudny i dziwny. Dziękuje @Niektyty Krytyk za uświadomienie mi tego i napisanie powyższego prologu.
Perrie