piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 1

Dzisiaj są moje osiemnaste urodziny. Wstałam o godzinie 10 ponieważ są jeszcze wakacje. Cały dzień chciałam przesiedzieć w piżamie ale stwierdziłam, że to marnowanie pięknego dnia. Przebrałam się w to i związałam włosy w kucyka. Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni coś zjeść. Przy wysepce kuchennej siedziała już moja mama i Lily. Gdy mnie zobaczyły mama wstała wzięła Lily na ręce i razem zaśpiewały mi "Happy Birthday". Lilianna trzymała w rączkach małe pudełko które mi podała. Otworzyła je i ujrzałam piękny złoty medalion, który się rozkładał na cztery części i w każdej było inne zdjęcie. W pierwszej byłam ją, w drugiej Lilianna, w trzeciej mama a w czwartej mój tata. Objęłam he mocno i powiedziałam ciche "dziękuje". Pudełko postawiłam w salonie bo to byłoby głupie brać tak piękny naszyjnik do surfowania. Mama posadziła Lily z powrotem na foteliku i usiłowała nakarmić moją siostrę. Wzięłam z lodówki jogurt naturalny i zjadłam go w przeciągu minuty. Napiłam się jeszcze ulubionego soku pomarańczowego i odezwałam się do mamy.
-Idę na plażę. Podobno dzisiaj mają być super fale i nie mogę nie skorzystać.
-Dobrze kochanie tylko uważaj na siebie. I pamiętaj, że dzisiaj ciocia Ruby do nas przyjeżdża. Nie zniosę mieszkania bez ciebie słonko.
Ciocia Ruby to mama Melanie a moja mama nie lubi swojej siostry ale poświęciła się dla mnie i poprosiła ją o pomoc w opiece nad Lilianną ponieważ ja wyjeżdżam a ona pracuje. Pocałowałam mamę w policzek a Lily w czoło i wyszłam biorąc po drodze ulubioną deskę. Uwielbiam pływać, w wodzie czuję jak ryba. Którą prawie jestem. Nie wspominałam? Ach no tak no bo ja jestem syreną. Teraz pytanie to dlaczego jak jestem mokra to nie mam ogona? To dlatego, że zmieniam się tylko czasami. Wtedy kiedy tego chcę. Czasami jednak ucieka mi to spod kontroli i jak surfuje zmieniam się w syrenę. Jak ktoś mnie zobaczy to oczywiście wymazuję mu pamięć no bo inaczej to już by ktoś komuś powiedział i by na mnie testowali czy coś. Ponieważ jestem syreną posiadam te różne "syrenie moce". Jak już wspominałam mogę wymazać komuś pamięć, pływam jak torpeda, czytam w myślach, mogę "kierować" wodą, zmieniać wodę i inne ciecze w lód i oczywiście mam "urok". To znaczy polega on na tym, że jak chłopak patrzy na mnie dłużej niż kilka minut to ulega temu urokowi i nie ważne czy jestem nie ogarnięta, w sukience czy w porwanych dresach zawsze mu się podobam. Taki urok trwa jeden dzień chyba, że następnego dnia znowu na mnie spojrzy. Na szczęście to się nie zdarza bo umiem blokować to tak żeby nikt się nie zauroczył. Czytanie w myślach jest w sumie spoko bo przydaje się na testach i mogę się dowiedzieć co ludzie o mnie myślą. Zaraz o czym ja mówiłam zanim zaczęłam o syreniej stronie mnie? Ach no tak. Pływanie to dla mnie coś jak chodzenie dla innych. Bez tego nie wyobrażam sobie dnia. Tak samo z surfowaniem. Dwie najlepsze rzeczy pod słońcem. No i oczywiście muzyka. To już w sumie trzy. Zobaczyłam, że fala jest coraz bliżej więc podpłynęłam i wtedy zaczęła się zabawa. Wykonywałam różne triki. Niektóre łatwe a inne już trudniejsze. Gdy skończyłam byłam zmęczona ale jednak zadowolona. Postawiłam deskę na werandzie i weszłam do domu. Była już godzina 15 więc mama stała w kuchni i robiła obiad. No tak ma przecież jeden dzień wolnego. Zawsze to ja muszę rano karmić Lily i robić obiady. To nowość. Usiadłam przy wysepce i patrzyłam jak mama robi spaghetti. Gdy już było gotowe zjadłam jedną porcję i poszłam po Liliannę. Posadziłam ją w foteliku i nakarmiłam ją spaghetti. W ogóle się nie wierciła. Zebrałam talerze i włożyłam je do zmywarki. Zaniosłam Lily do pokoju i wróciłam do salonu. Oglądałam jakąś komedię i byłam w połowie gdy zadzwonił dzwonek. Wstałam i otworzyłam drzwi w których stała ciocia Ruby.
-Cześć kochanie-objęła mnie.
-Cześć ciociu. Jak minęła podróż?-ciocia mieszka w Polsce.
Ja w połowie jestem polką bo mama nią jest a tata był australijczykiem. Jednak bo jego śmierci zostałyśmy tutaj. Po polsku mówię świetnie tylko nadal z australijskim akcentem.
-Świetnie i nawet szybko minęła.
-Oj przepraszam zapomniała wejdź do środka.
-Mam coś dla ciebie kochanie. Z okazji osiemnastych urodzin-podała mi małe pudełko.
-Nie trzeba było-powiedziałam otwierając opakowanie.
W środku był śliczny złoty pierścionek z małymi kryształkami. Przytuliłam ciocie i podziękowałam. Nałożyłam pierścionek i zaprowadziłam ciocię do jej pokoju. Zostawiłam ją żeby się rozpakowała, wzięłam z salonu naszyjnik i wróciłam do pokoju. Medalion nałożyłam na szyję i włączyłam skype'a. Była dostępna Melanie i po chwili odebrałam od niej połączenie. Zobaczyłam na ekranie moją kuzynkę i jakąś blondynkę.
-Hej jubilatko. Wszystkiego najlepszego.
-Sto lat Rebecca-powiedziała blondynka.
-Dziękuje dziewczyny.
-Prezent dostaniesz jak przyjedziesz do akademika. Teraz poznaj moją koleżankę Olivię. Oli to jest właśnie moja jedyna kuzynka Rebecca.
-Miło mi cię poznać. Szkoda, że przez skype'a ale to zawsze coś.
-Mi tez miło w końcu bo Melanie tyle o tobie gadała, że chciałam cię w końcu poznać.
-O jak miło-zaśmiałam się.
-Rebel?
-Co?
-Pytałam się już z kim będziesz miała pokój.
-No to z kim?
-Z Olivią-uśmiechnęła się.
-A wy nie macie razem pokoju?
-Nie ja mam z taką Kimmy a Olivia z tobą.
-To super.
-Prawda? Na pewno świetnie się dogadamy.
-Och zapomniałabym Melanie twoja mama tu jest.
-U ciebie? Co ona tam robi?
-Moja mama poprosiła ją o pomóc w opiece nad Lily bo wiesz ona pracuje a ją wyjeżdżam.
-A no chyba, że tak. A kiedy przyjeżdżasz do nas?
-Jutro mam samolot więc pewnie pojutrze będę.
-To fajnie już nie mogę się doczekać.
-Która jest u was godzina i dzień?
-Pierwsza 30 sierpnia a u ciebie?
-Szesnasta 29 sierpnia. Kurde ja się nie przestawię jak będę w Chicago.
-Czemu złożyłaś mi życzenia przecież u was już nie mam urodzin.
-Bo u ciebie jest dzień twoich urodzin. Dobra lecimy spać. Dobranoc kotek.
-Dobranoc.
Odłożyłam laptopa i przebrałam się w strój do ćwiczeń. Nie miałam ochoty iść na siłownie więc wyszłam na dwór i biegałam spokojnym tempem przez dwie godziny. Co 30 minut wykonywałam podstawowe ćwiczenia. Gdy wróciłam do domu, poszłam od razu do łazienki i wzięłam zimny prysznic. Wytarłam ciało miękkim różowym ręcznikiem i nałożyłam na siebie ciuchy. Była już godzina osiemnasta więc poszłam na dół na przygotowaną przez moją mamę kolację urodzinowo-pożegnalną. Przy niedużym stole siedziałam ja, mama, Lilianna i ciocia Ruby. Był niebieski tort w kształcie serca a na nim było napisane czarnym lukrem: Wszystkiego co najlepsze w dorosłym życiu kochanie. Poza nim były jeszcze moje ulubione potrawy i kolorowe napoje. Siedziałyśmy tak do dwudziestej pierwszej.

2 komentarze:

  1. Czytam,czytam i nagle nie wspomniałam,że jestem syrenką...świetnie.Rebecca ma super moce,wreszcie coś co lubię!
    I jestem pierwsza co komentuje jaki zaszczyt!
    Czekam na next i zacznie się dziac!
    Pozdrawiam Vicky :D
    Zapraszam do siebie,opowiadanie nie o One Direction ale może ci się spodobac!
    http://clockworklove.blogspot.nl/
    PS.Dodasz obserwatorów??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że ci się to podoba. Z chęcią przeczytam twoje opowiadanie i już dodaje obserwatorów.

      Perrie

      Usuń